Strach ma wielkie oczy

Poznałem tę panią w piątek.

Jeden z dni tygodnia. Dla większości ludzi pracy na świecie kojarzy się ten dzień pozytywnie – z nadchodzącym weekendowym odpoczynkiem, oderwaniem od codziennych obowiązków, czasem poświęconym w pełni rodzinie, bliskim. Był to dzień zimny i według kalendarza wręcz zimowy, ale suma moich myśli i odczuć w stosunku do tej pani w tym momencie wypełnia ten dzień słońcem i nadzieją.

Opowieść zaczęła się jednak dość ponuro. Z przekazu bezpośrednich świadków przyjęcia pani na oddział onkologiczny, personelu dyżurnego, pojawiła się oto osoba bezgranicznie załamana - fizycznie i psychicznie, pełna depresji w sobie, chora. Dobra wiadomość na początek Drogi Pacjencie choć wiem, że nie lubisz, gdy ktoś nad Tobą się użala i głaszcze Cię jak kota pod ciepłym piecem – trafiłeś na personel zdolny odczuwać empatię.

Odnajduję w tych słowach przekornie mnóstwo nadziei. Mądra literatura naukowa w tematyce psychoonkologicznej odnotowuje, że tak może na początku być i nazywa tę fazę choroby szokiem a moje kilkuletnie doświadczenie w oddziale onkologicznym potwierdza, że tak istotnie jest i nie ucieknie przed szokiem żaden człowiek, bez względu na osobowość, status rodzinny czy materialny. U jednych osób szok trwa krócej u innych dłużej, ale jest. Dobry, współpracujący ze sobą zespół interdyscyplinarny oddziału onkologicznego czyni wszelkie starania by osobę chorą odpowiednio przygotować, wyedukować do podjęcia aktywnego leczenia i rozumiem przez to, dążenie do poszerzenia zespołu o jedną osobę więcej – o pacjenta. Osoba chora nie może być bierna, nie może jedynie czekać i być zdana na łaskę i niełaskę Służby Zdrowia, ale krok po kroku musi nauczyć się mówić o własnych potrzebach i dolegliwościach językiem prostym i wprost. To zwalnia z domysłów i eliminuje błędy wczesnej interwencji personelu oddziału a tym samym wpływa na jakość życia chorego.

 

Trzyosobowa sala chorych, liczebność pacjentek na koniec tygodnia ograniczona przez wypisy pacjentów ze szpitala do domu. Pod oknem skulona postać, z kołdrą naciągniętą pod samą szyję. Widać jedynie kręcone blond włosy upięte w kok. Czy śpi? Nie wiem. Wiem jedynie, że w piątek, gdy zmierza się ku końcowi wypełnienia administracyjnego czasu pracy, to jednym z naturalnych, choć bardzo egoistycznych odczuć ludzkich jest wycofać się i wrócić w poniedziałek więc może i lepiej, żeby pacjentka spała. Nawet jeżeli nie śpi to na pewno słyszała otwierające się drzwi na salę szpitalną. Podchodzę do jej łóżka zgarniając w międzyczasie taboret stojący przy łóżku obok. W tym momencie pani odwraca głowę. „Nie chciałem obudzić, przepraszam, mogę przyjść innym razem” – wcale nie kłamię!

 

Nie myśl sobie Drogi Pacjencie, że masz w szpitalu do czynienia z samymi „twardzielami”, wielkimi autorytetami w swoich dziedzinach wiedzy, znającymi odpowiedź na wszystkie pytania. Odczuwamy wszyscy strach, tak po ludzku, na poziomie subiektywnym w niczym nie różniącym się od Twojego strachu. Twój strach to ciągłe poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: dlaczego ja? czy będę żyć? Nasz strach: czy pozwolisz nam się poznać? czy pozwolisz nam sobie pomóc?

 

Widzę kobietę o delikatnych rysach twarzy, ciepłym ale wystraszonym spojrzeniu. Subtelnym uśmiechem zachęca mnie, żebym usiadł. Wie kim jestem albo podświadomie unika potencjalnego, męczącego pytania o samopoczucie.

 

Jak się Pani/Pan czuje? Drogi Pacjencie usłyszysz to pytanie w trakcie leczenia tysiące razy więc albo bądź cierpliwy albo zwróć personelowi uwagę, że umawiacie się na nie zadawanie tak bezsensownych pytań w trakcie koszmarnego leczenia chemioterapią. Pamiętam taką sytuację z życia oddziału: mężczyzna, mocno pomstujący na wady systemu leczenia w Polsce, ponownie pytany o imię i nazwisko, PESEL (sekretariat, dyżurka pielęgniarek, gabinet lekarski, podłączanie leku cytostatycznego, toczenie krwi – doświadczony pacjent) głośno stwierdził - Jan Kowalski, na co mocno skonsternowana pielęgniarka zawahała się przez chwilę, po czym wróciła jej świadomość – Weź pan się nie wygłupiaj Panie X! Drogi pacjencie, pamiętaj jednak, że choć pytania te wydają się nonsensowne to jedna cyfra w Twoim numerze PESEL może decydować o Twoim życiu.

 

Pani mówi, że źle się czuje i rzeczywiście wygląda na bardzo zmęczoną. Lekarz przyjął ją na oddział w celu kwalifikacji do chemioterapii, czekają ją liczne badania diagnostyczne, boi się. Rak trzustki. Pacjentka wie co to oznacza. Idąc do szpitala wstąpiła do fotografa, zrobiła zdjęcie nagrobkowe bo teraz jeszcze dobrze wygląda a wiadomo co będzie dalej: schudnie, włosy wypadną, cera jak papier matowy. Nie wierzę w to, co właśnie usłyszałem choć różne słowa z ust pacjentów już mnie zaskakiwały. Szukam najprostszych pytań by jej nie zmęczyć. Ma męża, dorosłego syna. Większość z wstępnej diagnostyki medycznej odbyła poza ich plecami, żeby im oszczędzić nerwów. Pacjentka chce umrzeć w miarę szybko i bez bólu.

To bardzo częsty błąd Drogi Pacjencie, starasz się chronić swoją rodzinę, przyjaciół osoby, które są niezwykłym darem od losu, gdy przychodzi choroba i czyni Ciebie samotnym. Im więcej wiedzą, im bardziej jesteś gotowy by więcej wiedzieli o tym, jak się czujesz, tym łatwiej im otoczyć Ciebie opieką.

 

Rozmawialiśmy długo tego popołudnia. Zaczęliśmy się poznawać dyskutując o kresie życia, czyli dosyć specyficzny temat jak na pierwszą rozmowę. Słuchałem opowieści o jej rodzinie, o miłości do męża (notabene sposób w jaki się spotkali i zakochali w sobie mógłby posłużyć za scenariusz filmowy), do syna, o szczerości i prostocie wyrażanych emocji, codziennych rytuałach, które tak odpowiedzialnie pielęgnują. Dyskutowaliśmy o kosztach leczenia, i również o tym co złego może ją spotkać w jego trakcie a także jakie wartości czy zasoby, które posiada mogą jej wtedy pozwolić poczuć się lepiej. Rozmawialiśmy o komunikowaniu o chorobie wśród bliskich. To był bardzo ważny moment, gdyż właśnie ulegała „zagłaskaniu” przez swoją siostrę. Rozmawialiśmy o tym, czym jest „zdrowy egoizm” i jak wprowadzić go w życie tak, by nie obrazić ludzi, na których nam zależy i samemu poczuć się lepiej.

To nie jest wcale tak, że rozmawialiśmy o tym wszystkim przy pierwszym spotkaniu. W międzyczasie kilka razy wyszedłem od niej z sali szpitalnej by móc wrócić do naszej rozmowy. Jej strach związany był z tym co nieznane. Pacjentka wcale nie chciała umierać. Przecież nikt z nas nie chce! To że chcesz umrzeć wcale nie oznacza że nie chcesz żyć.

 

Jest wiosna. Kolejny cykl leczenia naszej pacjentki chemioterapią. Z przekazu bezpośrednich świadków przyjęcia pani na oddział onkologiczny, czyli personelu dyżurnego, pojawia się oto osoba uśmiechnięta, która chce szybko zakończyć dożylne wlewy z lekarstwami bo ma tyle do zrobienia w domu. Może z depresji wpadła w manię? – marszczą brwi co niektórzy.

Pani miewa chwile załamania, czasami płacze, ma wszystkiego dość. Rozmawiamy o tych momentach, tworzymy strategię na przyszłość. Pyta mnie czasami – myśli pan, że to nie jest depresja? Może jakieś leki? Tłumaczymy sobie wtedy, że leki antydepresyjne nie służą do przyjmowania ich doraźnie. Kryzysy są wpisane w tę chorobą grubymi zgłoskami.

Bywają tacy co mówią, że ta pacjentka „wypiera”. Jest oczywiście taki psychologiczny mechanizm obronny jak „wyparcie” i zdarza się, że pacjent odrzuca zupełnie myśli o tym, że jest chory, czym znacznie utrudnia w przyszłości skuteczną i kompleksową terapię w oddziale.

Mój marker spadł! – powiedziała mi ostatnio z wielkim uśmiechem na twarzy.

Marker, czyli wskaźnik obecności komórek nowotworowych w organizmie człowieka.

Może jeszcze troszeczkę  pożyję – wzięła mnie pod rękę i wskazała palcem zasępionego mężczyznę siedzącego na krześle na korytarzu oddziałowym – a pan chyba ma robotę, prawda?

 Pożegnaliśmy się oboje w poczuciu, że jedyne co pacjentka „wyparła” to chęć umierania.

 

 

mgr Rafał Rybka

Psycholog kliniczny

Medgart Centrum Medyczne

 

Pan Rafał Rybka zaprasza pacjentów na konsultacje w co drugą sobotę miesiąca w godzinach od 10:00 -14:00